Posty

"Ty jesteś miłość"

Obraz
"Ty jesteś miłość", mówię do Puszka kilka razy dziennie, dodając czasem, by pamiętał o tym nawet wtedy, gdy koledzy w gimnazjum będą insynuować, że inne zgoła imiona są tu bardziej na miejscu. Miłość. Wielka miłość. Najprawdziwsza miłość. Miłość, która zawiązała się we mnie dwa lata temu, w lutym, a której spojrzałam w oczy niespełna dziewięć miesięcy później. Każdej nocy mój syn, jak księżyc, odbywa wędrówkę - zasypia wtulony we mnie, zostaje przeniesiony do swojego łóżeczka, rano natomiast budzi się, magicznym sposobem, w łóżku rodzicielskim (choć łóżko to wciąż jeszcze zbyt szumne słowo - czekamy na sypialniane meble, użytkując tymczasem materac). I co robi rano, gdy otworzy oczy? Szeroko się uśmiecha, ukazując wszystkie sześć zębów (cztery górne, dwa dolne). A zaraz potem, ranek w ranek, wybiega z pokoju, by po kilku chwilach wrócić z książką w ręku. Ostatnio najczęściej na pierwszy poranny kąsek wybiera książkę od babci Shili, o sowie, która szukała dla siebie mieszkanka...

Wyjechali

Obraz
Rodzice i brat właśnie wyjechali. W domu pustka, którą zna tylko ten, co też ma bliskich daleko. Na stole niedopita kawa mamy, zaparzona przez tatę, i jej nieśmiertelny krem nagietkowy. Na talerzyku, pod szklanym kloszem, upieczone przez nią drożdżowe rogaliki, które będziemy jeść jeszcze kilka dni. Na wieszaku wisi szalik brata, a w Polsce dziś tak zimno, będzie marzł, kiedy dolecą. Na stole gazeta taty, otwarta. Zimowe angielskie powietrze ich wessało, razem z taksówką i niebieską walizką z zieloną tasiemką zawiązaną na rączce. A przed chwilą jeszcze tu byli, śmialiśmy się z Williamka, co to się obraził, bo gdy kończyliśmy jeść obiad on chciał już, by czytać mu książkę. Zobaczymy się za dwa miesiące, wiem, że to i tak niedługo, ale dziś mi po prostu pusto. Tylko wtulić nos w ciepłą szyję syna i zasnąć. Na zdjęciu syn, zadowolony, bo "na barana" u dziadka. Zdjęcie raptem przedwczorajsze. Pozdrawiam Was w to lutowe popołudnie - - Wasza melancholijna dziś Marchew

"Żyła kobieta na Pomorzu, co chowała pieniądze w nożu"

Obraz
Zastanawiałam się kiedyś nad tym, co będę robić w chwili, gdy dowiem się o jej śmierci. Już wiem - sprzątałam łazienkę gościnną na przyjazd rodziców. Przyodziana w żółte gumowe rękawice, pochylona nad umywalką. Na półce cicho grało iPodowe radio. Dziś kończę gotować rosół, odcedzam makaron, kroję warzywa na sałatkę, przygotowuję kajmak, za chwilę wyjmę z lodówki kurczaka w jogurtowej marynacie i go przyrządzę - od środka, nieustannie, będąc zaczytana. Przyziemne dokładnie przeplecione ze wzniosłym, całkiem jak w jej poezji. Jeśli przejrzeć zawartość tego bloga, można napotkać kilka fragmentów jej wierszy. Dziś trzeba jednak powiedzieć otwarcie, osobno, że nie byłoby Marchwi gdyby nie było Szymborskiej. Jej twórczość, lepieje, wiersze, limeryki, odwódki i kolaże, ukształtowały mnie do szpiku kości. Gdyby nie było Szymborskiej, nie zabawiałabym swego czasu współstudentów na nudnych wykładach krążącymi po sali wierszydełkami swego autorstwa, z których jeden, z serii Oszczędniki, można prz...

Groch z kapustą

Obraz
Piszę oto (opublikuję, jak życie pokaże, w godzinach znacznie późniejszych) pożywiona zupą klopsową swego autorstwa, zupą, która w dobie przyozdobionych po wierzchu zup-kremów (jakie i ja, notabene, często popełniam) całkiem wypadła z obiegu kulinarnego, a która niezmiennie kojarzy mi się z ciepłym, bezpiecznym dzieciństwem, i z gotującą ją babcią. Pamiętam je wszystkie - grochówki, ogórkowe, klopsowe... I zupy jarzynowe, a w nich nielubiane wtedy przeze mnie, a uważnie odkrajane przez babcię od kości kawałeczki mięsa, pływające w zupie pospołu z kosteczką marchewki. I babcina ulubiona, blaszana miseczka, w której babcia zalewała kawałeczki surowych ziemniaków, by w stosownym momencie wrzucić je do garnka. Tylko pomyśleć, jakie drobnostki zapadają w dzieciaczkową pamięć! Jutro wyprawa do dzieciństwa mężowego - chlebki paratha (w wersji aloo, czyli nadziewane ugotowanymi ziemniakami, jeśli kucharkę poniesie fantazja) i warzywa duszone na sposób hinduski, z garam masalą przywiezioną prze...

Od zapominania do niezdecydowania, z przeglądem prasy przy obiedzie w środku

Obraz
Kiedy byłam w liceum, popularne było wśród dziewcząt, tęsknię wpatrzonych w dal, wypisywanie po zeszytach cytatu z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz". Zjawisko to było tak nagminne, że bardzo, ale to bardzo ten wers znielubiłam! Nie wiem, co raziło mnie bardziej - to, że wspomniane dziewczęta zielonego pojęcia nie miały o tym choćby, jaki tytuł nosi wiersz, zawierający w sobie powyższe słowa, czy może to, że zmieniający się co miesiąc adresat cytatu urągał powadze tych monumentalnych słów. Znielubiłam, i tak w nielubieniu trwałam przez kolejne dziesięciolecie, podczas którego wiatr wywiał mi z głowy wiele słów, wierszy wiele i fragmentów powieści. Aż nagle syn mój William, zwany roboczo Puszkiem, dostał gorączki ponad 39-stopniowej. Czekając, aż lekarstwo zacznie działać, przemierzaliśmy w nocy pokój z gorącym dzieckiem, leżącym dziwnie cicho i spokojnie na naszych rękach. Zmęczeni, zmartwieni, a przy tym nieistniejący, nieważni. ...

Gdy za serce uchwyt chwyta...

Obraz
... to rzecz musi być nabyta! Prezentuję Wam kawałek naszego nowego stolika okołokanapowego, któren to stolik ma jeszcze brata bliźniaka oraz starszego brata przedkanapowego. Bracia są piękni. Ujrzałam ich w sklepie i miłością nagłą zapałałam do wszystkich trzech (a właściwie do braci tych braci - pokrętne me tłumaczenia, pokrętne - gdyż na moich musiałam czekać 4 tygodnie). Przyjechali już jakiś czas temu (tylko pisać nie było kiedy!), całe ich sto kilo drewna, ciepłego, pięknego drewna. Wzruszona byłam niepomiernie gdy się rodzili z wielkich pudeł i z warstw styropianów, chodziłam wkoło, gładziłam, głaskałam. Pokażę jeszcze na pewno zdjęcia bardziej, ujmijmy to, całościowe, dziś tylko szybko foto z uchwytem w roli głównej. Ach, mamy już drugą w nocy, ostatnio o takich godzinach wyczynowych chodzę spać. Za to jutro (a właściwie dziś) lecę z Williamem do centrum odnowy, heh, biologicznej, czyli do domu rodzinnego, gdzie wyśpię się do syta i najem bez umiaru obiadami ugotowanymi nie prz...

Rozdział: Anglia

Obraz
Moje drogie, chciałam oto jakieś zdjęcie dzieckowe wrzucić do posta, podłączam kabelek, a tu bateria wyzionęła ducha. Po krótkim namyśle (gdzie ładowarka, gdzie przełącznik prądowy być może?...) wrzucam szybkim ruchem obrazek ze strony sklepu Cologne & Cotton, w którym to w czwartek 25. sierpnia zaszło zdarzenie dla mnie wagi historycznej. W tym oto sklepie (taki sobie piękny stał, też byście weszły na pewno) nabyłam pościel, najprostszą, białą, bawełnianą, niebiańsko miękką - nie na rok, nie na dwa, ale tym razem na zawsze. Na zaw-sze! Jaka ulga dla serca! Tym razem jeśli będziemy się gdzieś przeprowadzać to już z całym inwentarzem :) Ze sztućcami, z meblami. Na marginesie zdradzę Wam tylko, że nauczona wydarzeniami ostatniego roku w inwentarz obrastam opornie, po długich namysłach, a artykułów czysto dekoracyjnych nie kupiłam już, właśnie, przez rok. Czy ja już pisałam, że z Kalifornii zabraliśmy 3 walizki i 4 kartony i poza tym, co w środku, świadomie nie wzięliśmy niczego? To, ...