Ci, co więcej widzą, słyszą i czują, a także do czego przydała nam się latarka
Willuuuuuś, synu złoty, przynieś latarkę, ale tak szybko, co? No, w tej szufladzie pod ekspresem do kawy. Poświeć tutaj. I co? Ile widzisz kresek? Tak? Dwie widzisz? No, ja też dwie widzę, ta taka blada, ale też ją widzisz, tak? Willuniu, wiewiórko słodka, ja jestem w ciąży!!! Taka, proszę Państwa, sytuacja miała miejsce w naszym domu dwa miesiące temu. W drugi trymestr wkraczam bogatsza o jeden zaledwie kilogram i doświadczenie zgoła inne od poprzedniego - tak niedobrze całymi tygodniami nie było mi jeszcze nigdy w życiu! Chodzę spać z kurami, ponieważ śpiąc nie czuję, że mi niedobrze. To jedno można powiedzieć, że jestem bardzo wypoczęta. I jeszcze bardzo szczęśliwa, nawet jak nie wiem, jak mi z tej niedobrzości na imię. U syna złotego jednoznacznie zdiagnozowano autyzm. I muszę Wam powiedzieć, że trzęsienia ziemi nie było. Trąby jerychońskie nie dały się słyszeć. Właściwie nie zmieniło się nic. Oprócz tego, że teraz w środy chodzimy na terapię z przesympatycznym panem Aaron...