Posty

Na straganie

Williama odstawiam do przedszkola i na Zielony Rynek docieram autem chwilę po 10ej. Stragany z ulubionym badziewiem zostawiam sobie na deser. Najpierw przechadzam się koło chemii, koniecznie niemieckiej, i kieruję się w stronę ryb. Asortyment wąski, w białych pojemnikach kipią szare cielska, dłuższe, krótsze, wszystkie splątane i śliskie. Sprzedający grzebią w nich jedną ręką od niechcenia jak dzieci w pudełku z lego. Idzie Wielkanoc. Czuć to już ewidentnie po dzikiej stronie rynku, za płotem. Barwinek, bazie, palemki, chrzan, jaja, dużo jaj. W sąsiedztwie jaj dwie sztuki drobiu smętnie zwieszają szyje ze stolika turystycznego, vis- à -vis drobnej konfekcji damskiej. Druciany półszkielet manekina dziarsko prezentuje rajstopy w kolorze cielistym. Z klinem.   Skręcam w alejkę kwiatów balkonowych. Wianuszek ożywionych pań, na oko po sześćdziesiątce. Ważne życiowe wybory: słuchaj, weź te różowe, mówię ci; te weź, wdzięczne są, ja miałam rok temu. Dalej wersalki, czajniki i kosz...

Decyzje, decyzje...

Obraz
... A dom w Polsce się buduje. I trzeba podejmować coraz to nowe decyzje wykończeniowe. Wczoraj na ten przykład decydował się płot! Dziś powinny zdecydować się drzwi między garażem a domem, płytki na tarasach też się proszą o decyzję. I kinkiety zewnętrzne trzeba zamówić. Ale to jutro, pojutrze, a może w weekend. Zdjęcie dziś sobie świeże wydrukowałam - kładę je sobie obok dla dalszej motywacji. Z miłymi pozdrowieniami, Wasza M.

Thomas

Obraz
No i się nam urodził - nasz Thomas. Malutki, piękniutki, i - dobry jak chleb. Cierpliwy. Spokojny. Uśmiechnięty. Jakby - wyrozumiały. Pierwsze wrażenie... Wydał mi się większy od nowonarodzonego, niedużego przecież Williama - a okazało się, że jest od niego jeszcze mniejszy, i to o 300 g. Oczy, od początku wiedziałam, że ma moje. Takie miał zapuchnięte, zamknięte powieki, że kiedy Pratap przyniósł go do stołu operacyjnego (byliśmy na sali razem) to go dopytywałam, czy na pewno widział już jego oczy. Ale czy na pewno... I zaraz przypomniało mi się, jak mama zawsze mi opowiadała, że kiedy podali jej mnie to zadawała położnej dokładnie to samo pytanie. I uszy ma moje, z zagiętą małżowiną. Brwi mojej babci (do czego doszłyśmy z mamą niezależnie, jak siedziałyśmy razem na łóżku którejś z pierwszych nocy w domu). Paznokcie mojego taty, proste, solidne. Thomas. Nasze szczęście. Idealny element do naszej układanki. Kiedy Williamowi smutno i źle to instynktownie przychodzi się w ni...

Przed skokiem

Obraz
Rozpoczęta opowieść Na urodziny dziecka świat nigdy nie jest gotowy. Jeszcze nasze okręty nie powróciły z Winlandii. Jeszcze przed nami przełęcz św. Gotharda. Musimy zmylić straże na pustyni Thor, przebić się kanałami do Śródmieścia, znaleźć dojście do króla Haralda Osełki i czekać na upadek ministra Fouche. Dopiero w Acapulco zaczniemy wszystko od nowa. Wyczerpał się nam zapas opatrunków, zapałek, argumentów, tłuków pięściowych i wody. Nie mamy ciężarówek i poparcia Mingów. Tym chudym koniem nie przepłacimy szeryfa. Żadnych, jak dotąd, wieści o porwanych w jasyr. Brakuje nam cieplejszej jaskini na mrozy i kogoś, kto by znał język harari. Nie wiemy, którym ludziom zaufać w Niniwie, jakie będą warunki księcia kardynała, czyje nazwiska jeszcze są w szufladach Berii. Mówią, że Karol Młot uderzy jutro o świcie. W tej sytuacji udobruchajmy Cheopsa, zgłośmy się dobrowolnie, zmieńmy wiarę, udajmy, że jesteśmy przyjaciółmi doży i nic nie łączy nas z plemien...

Co u nas słychać

Obraz
Panowie podczas wyprawy nad wodospad (pańcia ciężarna oczywiście też się wybrała) Moje Miłe! No rzeczywiście macie rację - czas najwyższy coś napisać, bo już prawie zapomniałam hasła. To będzie groch z kapustą, przygotujcie się! Zaległam oto z laptopem w dzisiaj nabytej, świeżo wypranej pościeli z Ikei w łączkę (niech żyją suszarki bębnowe). Mamy na stanie komplety białej pościeli z grubaśnej bawełny, jeszcze poangielskie, ale one wygladają dobrze tylko lekko wykrochmalone i pięknie wyprasowane. W Polsce oddawałam po staroświecku do magla. Tu z braku magla - i czasu w zaciszu domowym - spaliśmy w takiej prosto z suszarki. No, serce się krajało, gdym widziała te poszargane angielskie damy. Zatem dziś przy okazji wizyty w Ikei stawiłam czoła faktom i zanabyłam pościele mniej wymagające. I weselsze takie. Takie na ten sezon życia. No co my mogliśmy wymyślić w tak zwanym międzyczasie? Naturalnie, że kolejną przeprowadzkę! W ósmym miesiącu ciąży, a jak! Tyle że dla odmiany blisko...

Codzienność - kwiecień/maj

Obraz
Jakiś czas temu stwierdziłyśmy z przyjaciółką, że to, czego po mojej przeprowadzce do Stanów najbardziej nam brakuje i za czym tęsknimy, to zwykła codzienność. Widok jej kwiatów z działki w wazonie, mojej nowej poszewki na poduszce, wiecie, co mam na myśli. Postanowiłyśmy temu zaradzić, wysyłając sobie na bieżąco zdjęcia drobiazgów. Nasunął mi się niedawno pewien wniosek - postanowiłam częścią tej codzienności podzielić się z Wami. Oto zatem moja codzienność w Hameryce, mój powszedni groch z kapustą! Zaczynamy od mojego osobistego zdjęcia miesiąca - uparł się w sklepie na tę poduszkę! I płynnie przechodzimy do tutejszych okoliczności przyrody w kwietniu. Kwitł tu wtedy bez: Różności zakwitły, i w ogóle wyglądało tu tak:       Lawenda przed spożywczym:  Moja wierna Hondzia, moje nogi ogumowane, bez których w tym kraju ani rusz, pozuje wśród tej bujnej wiosennej zieleni: A nasza wynajmowana chałupa prezentowała się ...