Posty

Nie ma jak u mamy

Obraz
Moje drogie, od tygodnia jestem w Polsce - i jeszcze dwa tygodnie przede mną! Przyleciałam w ubiegłą środę wieczorem, krótko zanim zaczęły się problemy z wulkanicznym pyłem. Miałam wielkie szczęście! Leciałam tym razem sama, bo mąż oszczędza urlop na jesień, na narodziny naszej kaczuszki. Nie lubię wyjeżdżać bez tego męża mojego, ale co było robić... Pani ginekolog oceniła, że nie ma w moim przypadku żadnych przeciwwskazań do lotu, ja sama czułam się dobrze, więc wyruszyłam z maleństwem w brzuchu na jego dziewiczy transatlantycki lot:) I wiecie co? Mdłości w samolocie nie miałam wcale i w ogóle lot zniosłam lepiej niż zazwyczaj. Jest to może zasługa prowiantu, jaki sobie przygotowałam, spożywałam własne kanapeczki, winogrona, jabłuszka, banany, mając pod głową własną mięciutką poduszkę, nigdy dotąd nie zaprzątałam sobie głowy takimi udogodnieniami podróży. Może to też być zasługa tego, że wypiłam podczas tych wielu godzin w powietrzu niebotyczne ilości wody, może tego, że "przepis...

Co za smutny, smutny dzień...

Obraz
My dowiedzieliśmy się z paska na dole ekranu w CNN, kiedy oglądaliśmy, jak co dnia, poranne wiadomości. Jedno krótkie zdanie, więc włączyliśmy zaraz komputer, żeby sprawdzić, co się stało. W takich chwilach, kiedy rzeczy dzieją się na taką skalę, rzeczywiście trudno jest uwierzyć, że to, co słyszymy, to prawda. Zdaje się nam, że to głupi żart... Mam za sobą wiele lotów - i jeden, w którym nad oceanem ludzie wokół zaczęli krzyczeć ze strachu. Wiele lądowań - i jedno, w którym ludzie ze strachu zamilkli. Wylatując z Frankfurtu ze zmęczenia zasnęłam, oparta o jasne, słoneczne okno samolotu. Pod nami przepływały chmury jak w bajce, ludzie wokół czytali gazety, popijali sok, śmiali się, rozmawiali. Kiedy się obudziłam nad Gdańskiem, w samolocie było ciemno i cicho. Mimo że był dzień jeszcze to wokół zrobiło się naraz czarno, zerwał się wicher, siekał deszcz. W takich przypadkach pilot przeważnie kołysze samolotem - ale tamtego dnia o kołysaniu nie było mowy, zwyczajnie targało nami na wszys...

Alleluja!

Obraz
Udało się! Mimo mdłości nasze śniadanie wielkanocne było takie, jak należy, z żurkiem włącznie :) Załączam również zdjęcie koszyka ze święconką, byliśmy z nim wczoraj w polskim kościele: Najbardziej lubię tę haftowaną serwetkę, dostałam ją od babci (mamy mojego taty), kiedy byłam może 16-letnią dziewczyną. Babcia chętnie haftowała, a ja ją poprosiłam, żeby na urodziny w prezencie dała mi własnoręcznie zrobioną serwetkę. Dzięki temu dziś zdobi ona mój koszyk - choć babci nie ma już z nami od kilku lat... Bardzo lubię Wielki Tydzień, z tymi wszystkimi nabożeństwami. Cieszę się z tego, że od początku dobrze się czuję w naszym tutejszym amerykańskim kościele. Tutaj kościoły katolickie są różne, a ten nasz jest taki... polski. Jego dodatkowym atutem jest to, że mąż rozumie kazania :) Mój mąż nie jest żadnego wyznania (jego rodzice nigdy nie naciskali na to, żeby jak oni wyznawał hinduizm), a jednak od kiedy jesteśmy razem chodzi ze mną do kościoła w każdą niedzielę i w każde święto. To on r...

Rzecz o pączkach, strachu przed lodówką i o zaglądaniu do okien

Obraz
Przedstawiam Wam moją wielką ciążową słabość - pączki. Na pączka miałam już apetyt dzień przed zrobieniem testu. A jak go zjadłam, tak go popiłam zupką chińską. W domu nie posiadamy podobnych dóbr, ale traf chciał, że w sklepie, do którego awaryjnie udaliśmy się po pączki, wpadły mi zupki chińskie w oko - i to właśnie połączenie smakowe wydało mi się tamtego dnia nadzwyczaj trafione :) Pączki, pączki... Najgorsza rzecz, że ja najbardziej lubię pączki z jednej cukierni tutaj - Krispy Kreme. Pół godziny samochodem w jedną stronę. Mój biedny mąż pojechał ze mną po nie w niedzielę, mówiąc: "jaki by ze mnie był mąż, gdybym żonie nie dał tego, czego potrzebuje". I tym stwierdzeniem prostolinijnym zaskarbił sobie kolejny kawałek mojego serca - a ma już tych kawałków dużo, dużo... bardzo dużo... Jak dotarliśmy do cukierni to kupiliśmy sztuk 12 - na zapas (zdjęcie zrobione jeszcze w sklepie, tak się tymi okrągłymi cieplutkimi cudeńkami zachwycałam). Wiele z Was pisze o przygotowania...

O radości

Obraz
Milczę już tak, mili moi, od miesiąca. Taką mam radość w sercu nową, wielką, nieznaną mi przedtem zupełnie, że zajmuje wszystkie moje myśli. I posta blogowego o czymś innym niż o tej radości napisać nie umiem - już próbowałam i wiem. Radość to tak wszechobecna, że zerka na mnie zza każdego słowa, z ekranu puszcza do mnie oko, albo o niej pisać, albo nie pisać wcale, szczelnie wypełnia moje serce i umysł, całą mnie wypełnia bez reszty. W urodziny, zdmuchując świeczki na torcie, uroczyście, zażyczyliśmy sobie z mężem dziecka (... jak mówi mąż, "a child was wished upon some peaches and some cream"...). Wiedząc, że na spełnienie marzeń trzeba czasem czekać (i czekać...), życzenie nasze wypowiedzieliśmy nieśmiało i bez świadków. A ono - ku naszemu zdumieniu - spełniło się. Widoku dwóch kreseczek wykwitających na teście nie zapomnę nigdy. Tak to właśnie pamiętam - gdzieś głęboko zaczęła kiełkować różowa mgiełka, tak lekka, że aby ją zobaczyć trzeba było zmrużyć zaspane oczy. Rumia...

Kalifornia, czyli wiosna w lutym

Obraz
Wiele drzew tutejszych już przystrojonych w pączki, kwiatki i listki, a do tego ta zieloność trawy i ten granat nieba (szczególnie ładny w zestawieniu z bladym różem kwiatków i szarością gałązek)! Idąc na spacer czy do sklepu, głowy zadzieramy wysoko do góry! Wysyłająca Wam stale podmuchy wiosennego ciepła - M.

O książkach słów kilka

Obraz
Powyższy obrazek namalowała pani Małgorzata Musierowicz - pochodzi on z jej oficjalnej strony internetowej . Obrazek niech będzie ilustracją dla wczesnych walentynkowych pozdrowień, które Wam dzisiaj ślę, a jednocześnie wstępem do odpowiedzi na kilka książkowych pytań, które zadała mi Alexls . Pytania Oli brzmią następująco: 1. Ksiazka do ktorej czesto powracasz? 2. Gdzie najczesciej czytasz? 3. "Znienawidzona" lektura szkolna? Odpowiadam na nie z przyjemnością! 1. Seria książek, do których powracam, to właśnie cała "Jeżycjada" autorstwa Małgorzaty Musierowicz. Każdą z jej 18 części posiadam, każdą przeczytałam wiele, wiele razy. Te książki są jak towarzystwo serdecznego przyjaciela, mają smak gorącej herbaty w zimowy wieczór i poziomek zrywanych latem prosto z krzaczka. Koją, wzruszają, dają umysłowi spokojną przystań. 2. Najczęściej czytam w samolocie. Bilet lotniczy zawsze w duecie z książką! Kilka/kilkanaście godzin w niebycie, tylko ja, książka i niebo pod stop...