Posty

Ciasteczka, Biuro i dziesiąte zdjęcie

Obraz
Drogie dziewczyny, czekam sobie właśnie na pana, który ma przyjść obejrzeć naszą mikrofalówkę. Kilka dni temu chcieliśmy sobie zmiękczyć nieco wyjęte z lodówki masełko, a ona, niewdzęczna, zaczęła zionąć pomarańczowym ogniem niczym smok. Dzisiaj ma przyjść pan przysłany przez biuro, bo jak już pisałam wcześniej w związku z brudnymi z zewnątrz oknami, u nas wszystkie tego typu rzeczy załatwiać należy wyłącznie przez biuro - albo lepiej napisać tak: Biuro. Biuro jest organizmem iście kafkowskim. Nic nie rozumie, wyznacza jakąś datę, człowiek czeka, Biuro się nie pojawia, więc człowiek do Biura wraca, a Biuro znów nic nie rozumie, wyznacza nową datę... Nauczeni doświadczeniem nawet nie zadajemy sobie trudu, żeby do Biura dzwonić, do Biura należy pójść i upraszać Biuro o interwencję własnym zdesperowanym wyrazem twarzy. Upraszałam wczoraj, miało się dziś pojawić między 10tą a 12tą, naturalnie się nie pojawiło (człowiek nie ma już złudzeń), o 12.30 upraszałam znowu - ma być o 14ej, hehe... ...

Czekając na Cud

Obraz
Kiedy zamieściłam zdjęcie z testem ciążowym (pasek po prawej), przeczytałam od Was przemiłe komentarze. To zdjęcie jest dla mnie rzeczywiście wyjątkowe, zrobione może dwie godziny po tym, jak się dowiedziałam, że zostanę mamą. Dorobiło się nawet w tybie ekspresowym ramki! Dzisiaj opowiem Wam o tle tego zdjęcia, czyli o zestawie ubranek niemowlęcych, w których posiadanie weszliśmy z mężem kilka dni wcześniej :) Tak się bowiem składa, że przeczuwając fakt posiadania pod moim sercem małego lokatora - wybraliśmy się z mężem na zakupy (o brawuro!). Nie mając przy tym pojęcia, czy lokator okaże się dziewczynką czy chłopcem, przezornie zaopatrzyliśmy się w artykuły odzieżowe wielorakie :) Te błękitne mają charakter neutralny (no, pomijając kilka sztuk), różowe, wiadomo, są jednak zarezerwowane dla dziewcząt. Nie chcąc, żeby nasze dziecko (w tamtych dniach wielkości mikroskopijnej) uczuło się pokrzywdzone, staraliśmy się wybierać odzież sprawiedliwie, raz błękit, raz róż, raz sukienka, raz kos...

Po drugiej stronie lustra

Obraz
...i już znowu jestem po drugiej stronie lustra :) Swoją drogą, nie przestaje mnie zadziwiać to jak w ciągu zaledwie 17 godzin podróży można się przenieść tak bardzo w przestrzeni - no i w czasie w sumie też, bo cofnięcie zegarka choćby o te mizerne 9 godzin to jednak jest rewolucja dla ciała i umysłu :) I tak w jednej chwili wychodzę z domu w moim rodzinnym, psią miłością ukochanym mieście, z apteką za rogiem, piekarnią, warzywniakiem i kioskiem - a w chwili następnej pędzimy z mężem dziesięciopasmową autostradą, mijając palmy, hotele i niskie budynki z różnorakimi formami czyjegoś pomysłu na interes życia - jeden z nich należy do tępiciela karaluchów, ma na dachu takiego wielkiego złośliwego plastikowego pana przyglądającego się z lupą w ręku czemuś, co za chwilę wytępi (nie zmyślam - za każdym razem gdy koło niego przejeżdżamy czuję przed plastikowym panem lęk jak dziecko). Zjeżdżamy z autostrady, mijamy lokalne sklepy i restauracje, znajome trawniki, klomby z kwiatami i ławki, w ko...

Nie ma jak u mamy

Obraz
Moje drogie, od tygodnia jestem w Polsce - i jeszcze dwa tygodnie przede mną! Przyleciałam w ubiegłą środę wieczorem, krótko zanim zaczęły się problemy z wulkanicznym pyłem. Miałam wielkie szczęście! Leciałam tym razem sama, bo mąż oszczędza urlop na jesień, na narodziny naszej kaczuszki. Nie lubię wyjeżdżać bez tego męża mojego, ale co było robić... Pani ginekolog oceniła, że nie ma w moim przypadku żadnych przeciwwskazań do lotu, ja sama czułam się dobrze, więc wyruszyłam z maleństwem w brzuchu na jego dziewiczy transatlantycki lot:) I wiecie co? Mdłości w samolocie nie miałam wcale i w ogóle lot zniosłam lepiej niż zazwyczaj. Jest to może zasługa prowiantu, jaki sobie przygotowałam, spożywałam własne kanapeczki, winogrona, jabłuszka, banany, mając pod głową własną mięciutką poduszkę, nigdy dotąd nie zaprzątałam sobie głowy takimi udogodnieniami podróży. Może to też być zasługa tego, że wypiłam podczas tych wielu godzin w powietrzu niebotyczne ilości wody, może tego, że "przepis...

Co za smutny, smutny dzień...

Obraz
My dowiedzieliśmy się z paska na dole ekranu w CNN, kiedy oglądaliśmy, jak co dnia, poranne wiadomości. Jedno krótkie zdanie, więc włączyliśmy zaraz komputer, żeby sprawdzić, co się stało. W takich chwilach, kiedy rzeczy dzieją się na taką skalę, rzeczywiście trudno jest uwierzyć, że to, co słyszymy, to prawda. Zdaje się nam, że to głupi żart... Mam za sobą wiele lotów - i jeden, w którym nad oceanem ludzie wokół zaczęli krzyczeć ze strachu. Wiele lądowań - i jedno, w którym ludzie ze strachu zamilkli. Wylatując z Frankfurtu ze zmęczenia zasnęłam, oparta o jasne, słoneczne okno samolotu. Pod nami przepływały chmury jak w bajce, ludzie wokół czytali gazety, popijali sok, śmiali się, rozmawiali. Kiedy się obudziłam nad Gdańskiem, w samolocie było ciemno i cicho. Mimo że był dzień jeszcze to wokół zrobiło się naraz czarno, zerwał się wicher, siekał deszcz. W takich przypadkach pilot przeważnie kołysze samolotem - ale tamtego dnia o kołysaniu nie było mowy, zwyczajnie targało nami na wszys...

Alleluja!

Obraz
Udało się! Mimo mdłości nasze śniadanie wielkanocne było takie, jak należy, z żurkiem włącznie :) Załączam również zdjęcie koszyka ze święconką, byliśmy z nim wczoraj w polskim kościele: Najbardziej lubię tę haftowaną serwetkę, dostałam ją od babci (mamy mojego taty), kiedy byłam może 16-letnią dziewczyną. Babcia chętnie haftowała, a ja ją poprosiłam, żeby na urodziny w prezencie dała mi własnoręcznie zrobioną serwetkę. Dzięki temu dziś zdobi ona mój koszyk - choć babci nie ma już z nami od kilku lat... Bardzo lubię Wielki Tydzień, z tymi wszystkimi nabożeństwami. Cieszę się z tego, że od początku dobrze się czuję w naszym tutejszym amerykańskim kościele. Tutaj kościoły katolickie są różne, a ten nasz jest taki... polski. Jego dodatkowym atutem jest to, że mąż rozumie kazania :) Mój mąż nie jest żadnego wyznania (jego rodzice nigdy nie naciskali na to, żeby jak oni wyznawał hinduizm), a jednak od kiedy jesteśmy razem chodzi ze mną do kościoła w każdą niedzielę i w każde święto. To on r...

Rzecz o pączkach, strachu przed lodówką i o zaglądaniu do okien

Obraz
Przedstawiam Wam moją wielką ciążową słabość - pączki. Na pączka miałam już apetyt dzień przed zrobieniem testu. A jak go zjadłam, tak go popiłam zupką chińską. W domu nie posiadamy podobnych dóbr, ale traf chciał, że w sklepie, do którego awaryjnie udaliśmy się po pączki, wpadły mi zupki chińskie w oko - i to właśnie połączenie smakowe wydało mi się tamtego dnia nadzwyczaj trafione :) Pączki, pączki... Najgorsza rzecz, że ja najbardziej lubię pączki z jednej cukierni tutaj - Krispy Kreme. Pół godziny samochodem w jedną stronę. Mój biedny mąż pojechał ze mną po nie w niedzielę, mówiąc: "jaki by ze mnie był mąż, gdybym żonie nie dał tego, czego potrzebuje". I tym stwierdzeniem prostolinijnym zaskarbił sobie kolejny kawałek mojego serca - a ma już tych kawałków dużo, dużo... bardzo dużo... Jak dotarliśmy do cukierni to kupiliśmy sztuk 12 - na zapas (zdjęcie zrobione jeszcze w sklepie, tak się tymi okrągłymi cieplutkimi cudeńkami zachwycałam). Wiele z Was pisze o przygotowania...