Posty

"Więc to ona, ta jedyna, co go sobie nie wybrała gotowego, zupełnego."

Obraz
Część niedziel lubimy z mężem spędzać na zielonej trawce. Mamy taką niedaleko od domu, można dojść spacerkiem w 20 minut, jest trawa, są kwiaty, drzewa, jest woda i deptak. Lubimy leżeć sobie na kocu w cieniu wierzby, czytać, mąż czasem zasypia, patrzę sobie, jak wierzbowe cienie migają mu po twarzy :) I jest pięknie, zwyczajnie i po prostu! Nigdzie się człowiek nie spieszy, niczego nie musi załatwiać, o niczym myśleć, wyjmie sobie człowiek z torby brzoskwinię i ją sobie człowiek zje :) Można leżeć do góry brzuchem (a raczej, ostatnio - na boczku) i po raz dziesiąty czytać tę samą książkę pani Musierowicz. I po raz dziesiąty śmiać się jak głupek, czytając ten sam fragment :) Załączam dziś zdjęcie własnej persony z wczorajszego, niedzielnego wypadu. Niech blogowe ciocie wiedzą, jaki brzuszek pozdrawiają! Oto i on, w całej okazałości! Synek bardzo był akurat ruchliwy, tez tak chyba lubi sobie pobyć na powietrzu, a ja robiłam dla niego na szydełku kocyk. Wiecie, myślę sobie ostatnio o ty...

Synku...

Obraz
I już wszystko jasne - będziemy mieli syna! Rzecz nie ulega wątpliwości :) Byliśmy na badaniu w poniedziałek. Tutaj USG połówkowe odbywa się w innym miejscu niż klinika, do której zwykle jeździmy, całość trwa niespełna godzinę, a dziecko oglądają dwie osoby, robiąc przy tym z 50 zdjęć - małej wątróbce, małemu kręgosłupkowi, małym nereczkom :) Siedzieliśmy z mężem podczas całego badania jak na szpilkach (no, ja dla ścisłości leżałam jak na szpilkach), ale nasze obawy były niepotrzebne - słoneczko jest zdrowe i rośnie ładnie! Płeć podejrzano na końcu. A zaraz potem lekarka powiedziała, że dziecko jest niestety tak ułożone, że główki nie widać wystarczająco dobrze, żeby obejrzeć wszystkie jej szczegóły. I zaczęło się zamieszanie, zniżono kozetkę tak, że głowę miałam z pół metra niżej niż stopy, i nic. Kazano mi się położyć na lewym boku, i nic. Bardzo mi zależało, żeby jednak tę główkę dobrze obejrzano, choćbym sama miała na głowie stanąć, lekarka kazała mi się więc położyć mocno na lewym...

U teściowej

Obraz
Polecieliśmy ostatnio z mężem na tydzień do teściowej, do Oklahomy. Stąd częściowo moja nieobecność w tym miesiącu na blogach, wszak wyjazd to jedno, a do tego musi się człowiek przed takim wyjazdem spakować, a po wyjeździe - rozpakować :) Wyjazd był bardzo udany. Teściowa mieszka u swojego syna - brata bliźniaka mojego męża. Wokół mieszka mężowskie wujostwo i kuzynostwo. Latamy do mamy i brata raz w roku, poza tym spotykamy się u nas albo u drugiego brata mojego męża (mieszka w Los Angeles), albo u siostry (w Nowym Jorku). Pobyty u mamy mają jednak tę wielką zaletę, że kilka ulic dalej mieszka wujek - a wujek ma 74 lata i jest nieocenionym źródłem opowieści - umysł ma jak brzytwa! Wujek jest starszym bratem mojego teścia, nieżyjącego już od 17 lat. Na pierwszym zdjęciu widzimy moją teściową, mieszkała wtedy jeszcze w Indiach, była jeszcze panną. Bardzo lubię to zdjęcie. Śmiało patrzy w obiektyw, całe życie przed nią. Jeszcze nie wie, że za jakiś czas wyjdzie za tego pana: I że bardzo ...

Jedyny taki motyl

Obraz
Kiedy to się stało, szłam na zakupy, okrężną drogą, zieloną alejką. W aranżacji, której sama lepiej bym nie wymyśliła, w majowym słońcu, wśród śpiewu ptaków, poczułam coś, czego nie czułam nigdy przedtem. Delikatne zafalowanie, otarcie motyla; przelotne, minęło tak szybko jak się pojawiło. Przystanęłam i wpatrzyłam się w swój rosnący brzuch, na nowo odkrywając jego obecność. Myśl o tym, że właśnie po raz pierwszy poczułam swoje dziecko, była jak błyskawica, mimo że się tego jeszcze zupełnie nie spodziewałam - był dopiero początek 17-tego tygodnia, a to moja pierwsza ciąża. Zaczęłam iść dalej, motylek pojawił się znowu. Przystanęłam, zniknął. I tak jeszcze raz. Niewypowiedzianie piękne uczucie. Dokładnie tydzień temu, 26 maja, w Dzień Matki. Laurka od mojego maleńkiego, ukrytego pod siedmioma skórami dziecka :) Od tego czasu muśnięcia mojego motylka przybrały nieco na sile, są dłuższe i częstsze. Muśnięcia motyla, określenie tyle poetycznie wybujałe, co wyjątkowo trafne. I jeszcze odcz...

Ciasteczka, Biuro i dziesiąte zdjęcie

Obraz
Drogie dziewczyny, czekam sobie właśnie na pana, który ma przyjść obejrzeć naszą mikrofalówkę. Kilka dni temu chcieliśmy sobie zmiękczyć nieco wyjęte z lodówki masełko, a ona, niewdzęczna, zaczęła zionąć pomarańczowym ogniem niczym smok. Dzisiaj ma przyjść pan przysłany przez biuro, bo jak już pisałam wcześniej w związku z brudnymi z zewnątrz oknami, u nas wszystkie tego typu rzeczy załatwiać należy wyłącznie przez biuro - albo lepiej napisać tak: Biuro. Biuro jest organizmem iście kafkowskim. Nic nie rozumie, wyznacza jakąś datę, człowiek czeka, Biuro się nie pojawia, więc człowiek do Biura wraca, a Biuro znów nic nie rozumie, wyznacza nową datę... Nauczeni doświadczeniem nawet nie zadajemy sobie trudu, żeby do Biura dzwonić, do Biura należy pójść i upraszać Biuro o interwencję własnym zdesperowanym wyrazem twarzy. Upraszałam wczoraj, miało się dziś pojawić między 10tą a 12tą, naturalnie się nie pojawiło (człowiek nie ma już złudzeń), o 12.30 upraszałam znowu - ma być o 14ej, hehe... ...

Czekając na Cud

Obraz
Kiedy zamieściłam zdjęcie z testem ciążowym (pasek po prawej), przeczytałam od Was przemiłe komentarze. To zdjęcie jest dla mnie rzeczywiście wyjątkowe, zrobione może dwie godziny po tym, jak się dowiedziałam, że zostanę mamą. Dorobiło się nawet w tybie ekspresowym ramki! Dzisiaj opowiem Wam o tle tego zdjęcia, czyli o zestawie ubranek niemowlęcych, w których posiadanie weszliśmy z mężem kilka dni wcześniej :) Tak się bowiem składa, że przeczuwając fakt posiadania pod moim sercem małego lokatora - wybraliśmy się z mężem na zakupy (o brawuro!). Nie mając przy tym pojęcia, czy lokator okaże się dziewczynką czy chłopcem, przezornie zaopatrzyliśmy się w artykuły odzieżowe wielorakie :) Te błękitne mają charakter neutralny (no, pomijając kilka sztuk), różowe, wiadomo, są jednak zarezerwowane dla dziewcząt. Nie chcąc, żeby nasze dziecko (w tamtych dniach wielkości mikroskopijnej) uczuło się pokrzywdzone, staraliśmy się wybierać odzież sprawiedliwie, raz błękit, raz róż, raz sukienka, raz kos...

Po drugiej stronie lustra

Obraz
...i już znowu jestem po drugiej stronie lustra :) Swoją drogą, nie przestaje mnie zadziwiać to jak w ciągu zaledwie 17 godzin podróży można się przenieść tak bardzo w przestrzeni - no i w czasie w sumie też, bo cofnięcie zegarka choćby o te mizerne 9 godzin to jednak jest rewolucja dla ciała i umysłu :) I tak w jednej chwili wychodzę z domu w moim rodzinnym, psią miłością ukochanym mieście, z apteką za rogiem, piekarnią, warzywniakiem i kioskiem - a w chwili następnej pędzimy z mężem dziesięciopasmową autostradą, mijając palmy, hotele i niskie budynki z różnorakimi formami czyjegoś pomysłu na interes życia - jeden z nich należy do tępiciela karaluchów, ma na dachu takiego wielkiego złośliwego plastikowego pana przyglądającego się z lupą w ręku czemuś, co za chwilę wytępi (nie zmyślam - za każdym razem gdy koło niego przejeżdżamy czuję przed plastikowym panem lęk jak dziecko). Zjeżdżamy z autostrady, mijamy lokalne sklepy i restauracje, znajome trawniki, klomby z kwiatami i ławki, w ko...