Lo-lee-ta



Pisząc tego posta, piję sobie kawkę milczkę, o jakiej można było dziś przeczytać w Zielonym Czółnie - dozgonnie jestem autorce wdzięczna za nadanie temu zjawisku nazwy :) Dzisiaj, moi mili goście, post nie będzie o domu, o zwierzakach, o miejscach, nie o marzeniach nawet - dzisiaj post będzie o książce! Gdybym miała wskazać jedną książkę, którą przeczytałam wiele razy, znam na wyrywki, co tam! w której godzinami (ze szczęściem w oczach) szukałam poszczególnych słów, a potem je liczyłam i układałam w schematy - mój wybór musiałby paść na "Lolitę" Vladimira Nabokova.
"Lolita" jest, moim zdaniem, majstersztykiem (w każdym razie w wersji angielskiej, bo taką ją znam). Spędziłam z tą książką dwa miłe lata, stanowiła lwią część mojej pracy magisterskiej, mam do niej wielki sentyment. Nie oceniam zupełnie jej aspektu społecznego, bo ja filologię studiowałam, a nie socjologię :) Język, jakim jest napisana, jest niezrównany. I te gry słowne! "Lolita" jest jak taka jedna wielka matrioszka - w jednej babie druga baba, a w drugiej trzecia... A całość taka barwna!... Zabawa dla mózgu, jakich mało!
A cóż ja tak dzisiaj z tą "Lolitą" przy kawce milczce wyskakuję? Mój mąż wysłał mi z pracy link do The Huffington Post - na stronie www.life.com opublikowano wczoraj nieznane dotąd zdjęcia Nabokova (i właśnie stamtąd pochodzą dzisiejsze fotografie). U góry widzimy rękopis powieści (zapiski na karteczkach), a poniżej sam mistrz przy pracy. W samochodzie! To w tym samochodzie podobno powstawała "Lolita". Patrzę na te zdjęcia i aż mi się gęba śmieje do ekranu :)
Załączam jeszcze trzy fotografie z tego samego źródła - Vladimir z żoną Verą:



Widzimy ich przy pracy nad przepisywaniem tekstu, widzimy ich z siatkami na motyle i grających w szachy. Zamiłowanie Nabokova do motyli jest powszechnie znane (i widoczne w jego powieściach! swoją drogą - biedne motyle). Zamiłowanie do Very również. Ech, tak na nich patrzę przy tych szachach i tak myślę sobie, jak to sami lubimy z mężem grać wieczorami w Carcassonne albo innego chińczyka. Mam nadzieję, że będzie tak nadal, gdy wejdziemy już w posiadanie podobnie imponującej siwizny/ postępującej łysiny... (choć posiadaniem w tym wieku podobnie zgrabnej figury co p. Vera się nie łudzę :D)
Załączam jeszcze własne "lolitowe" zdjęcie... Latem 2005 roku wybraliśmy się z bratem pociągiem na Hel. Po drodze nasz pociąg stanął - i jak stanął, tak stał przez długie dwie godziny! Nudziliśmy się bardzo, więc zaczęliśmy robić zdjęcia - głównie własnym sandałkom :) Zdjęcia dorobiło się również siedzenie obok - z pasażerką "Lolitą" i jej nieodłącznym towarzyszem - ołówkiem.

I na zakończenie szybka fotka kawałeczka mojej magisterskiej pisaniny - tu wyliczam słowa "lustro" i "szkło" - żebyście miały jakiś obraz rozmiarów mojego szaleństwa :D

Bardzo serdecznie Was pozdrawiam, o cierpliwe kobiety! (wszak niecierpliwym dotrwać do tego momentu by się nie udało) M.
Dziekuje za ten post i zdjecia:).
OdpowiedzUsuńNabokova uwielbiam, doslownie wlasnie skonczylam czytalac "Prawdziwe zycie Sabastiana Knighta", ale "Lolite" tez lubie, musze po nia ponownie siegnac...
Napiszesz cos wiecej o swojej pracy mgr?
Wzbudzilas moja ciekawosc tym postem:).
Pozdrawiam cieplo!
Lena, "Prawdziwego życia Sebastaiana Knighta" nie czytałam, podobało Ci się, przeczytać?
OdpowiedzUsuńMoja magisterka miała tytuł "The Doppelgänger Motif in British and American Fiction". Uznałam, że w "Lolicie" Humbert i Quilty są doppelgängerami i pod tym kątem analizowałam całą powieść. Są antagonistami, wiadomo, ale też dużo ich łączy, jest taki dialog w hotelu, kiedy wypowiedź jednego z nich jest echem wypowiedzi drugiego, w szpitalu Quilty podaje się za brata Humberta, na samym końcu walczą (kiedy doppelgängery się spotkają to jeden musi drugiego unicestwić, wyjścia nie ma), jeden z nich proponuje pojedynek (i tu właśnie po polsku nie wychodzi, tu musi być słowo "duel"), w końcu stapiają się w jedno ("We rolled over me. They rolled over him. We rolled over us.") Zbierając materiały do pracy, dwa razy pojechałam do biblioteki w Heidelbergu (bo u nas mało o doppelgängerach było, a ja jak się na coś uprę to koniec) i tam, ślęcząc koło regału nad jakąś książką... przepadłam. Zaczęłam łączyć motyw doppelgängera z wierzeniami ludowymi i to dopiero była frajda! Jeśli będziesz ponownie czytać "Lolitę", zwróć uwagę na to, jak często w powieści pojawiają się słowa "mirror", "shadow" (sztandarowe motywy "oboczne"), a potem, szerzej, "glass" i "gray" - jest ich w powieści mnóstwo, a już zwłaszcza, gdy pojawia się na horyzoncie Quilty - który sobie, tak na marginesie, upodobał śledzenie Humberta głównie w szarym samochodzie - raz tylko dysponował czerwonym :)
Ja również ciepło Ciebie pozdrawiam! M.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMarchewko;), tak, "Prawdziwe zycie..." podobalo mi sie, to niewielka ksiazeczka, nic skomplikowanego, ale fajnym stylem napisana (jak przystalo na Nabokova:)), mi sie bardzo dobrze czytalo:).
OdpowiedzUsuńHmm, ciekawe to wszystko co napisalas. Jak tylko skoncze czytac obecna ksiazke to pobiegne do biblioteki po "Lolite", nie czytalam jej jeszcze po angielsku, wiec czas nadrobic braki...
Pozdrowienia!
Uwielbiam gry słowne. Też jestem po filologii (germańskiej) i też pisałam z literatury - niesamowita frajda. W ogóle uwielbiam zabawy językowe: w reklamach, w ogłoszeniach, na szyldach. Na studiach zbierałam ze słupów śmieszne ogłoszenia i wieszałam u siebie w mieszkaniu. Zaczęłam czytać Twojego bloga od początku i chyba przeczytam całego, żeby zobaczyć, ile jeszcze mamy wspólnego ;).
OdpowiedzUsuńAha, jeszcze do treści posta: mam nadzieję, że kiedy nasze głowy posiwieją / wyłysieją, będziemy sobie nadal siedzieć z P. przy stole i grać w scrabble :).