Wyróżnienie! I dlaczego za kotem tęskni się inaczej...





Na zdjęciach widzimy Berusię, mojego kota panieńskiego, którego dwa lata temu musiałam zostawić w rodzinnym domu. Opowiem Wam dzisiaj, dlaczego za kotem tęskni się inaczej.

No bo tak - na odległość można zrobić dużo... Można zaplanować ustawienie nowych mebli w kuchni rodziców. Można pogadać z synkiem koleżanki o jego nowej zabawce, a dziecko już nawet się nie zdziwi, że ciocia tak raz na żywo, a raz na ekranie... Bratu można pomóc napisać wypracowanie i wybrać nową szkołę. Można dzielić radość koleżanki z tego, że jest w ciąży, zaledwie minutę po tym, jak na teście wykwitnie jej czerwona kreseczka. A znowu inną koleżankę można obejrzeć z rosnącym brzuszkiem, zachwycić się dziecięcym łóżeczkiem i nowymi lampkami nad stołem, a pomartwić lekarzem nie takim jakimś, jaki miałby być... Można także ocenić, czy mamie do twarzy w nowym kapeluszu i czy płaszcz zostawić, czy może oddać. Na odległość można dużo, naprawdę.

A jednak dla mojego kota na odległość nie mogę zrobić nic. Nasza zażyłość urywa się, gdy zamykam drzwi, i w tym samym miejscu ożywa na nowo, kiedy je otwieram. W tak zwanym międzyczasie mnie nie ma, wołam przez komputer, nie patrzy w moją stronę, robię do niej miny, macham ręką, jedną, drugą (...trzecią... hehe... nie mogłam się powstrzymać) - nie reaguje. Dla mojego kota nie ma półśrodków - albo jestem obecna całkiem, albo wcale. Kiedy się przebudzi ze swojej kolejnej drzemki, trzeba być w zasięgu wzroku, łypnie wtedy na nas czasem zaspanym okiem, a odczuwając naszą obecność zabuja głową, po czym opuści ją z powrotem na kanapę (łóżko/telewizor/parapet/regał...). Jeśli uśmiechnie się do nas szczęście, położy się nam na kolanach, ten żywy, oddychający szary beret, z którego po godzinie wysunie się jedna bardzo leniwa, na biało zakończona łapa, a po drugiej godzinie może i druga (wstawać nie powinniśmy - kot się obrazi). A jeśli gwiazdy naprawdę nam sprzyjają, kot pozwoli nam położyć się obok siebie i wtulić w swoje futro twarz. I będziemy mogli tak z nim trwać, dopóki nie uspokoi nas jego miarowy terkot, bądź też do chwili, gdy kot postanowi wrzucić coś na ząb. Bo z kotem nie ma dyskusji!

Berusię znalazł w pracy mój tata. Opowiedział mamie w domu o małym, głodnym kotku, a ponieważ moja mama nie umie przejść obojętnie obok niczego, co głodne, to po niego pojechali - "na weekend". I tak weekend trwa już 12 lat... Bere należy do kotów, które uwielbiają swoją ludzką rodzinę (na swój koci sposób rzecz jasna), ale prawie nikomu innemu nie pozwalają się nawet pogłaskać.

Kiedy przeprowadziłam się do San Francisco, nie było mnie w Polsce aż 6 długich miesięcy (z przyczyn od nas niezależnych). Wracając z rodzicami i bratem z lotniska, duszę miałam na ramieniu - no bo co powie kot?! Czy znacie wiersz Wisławy Szymborskiej "Kot w pustym mieszkaniu"? Miałam go w pamięci, miałam, jak wyrzut sumienia. Bo przecież nie tylko "umrzeć - tego nie robi się kotu", ale i wyjechać na długie miesiące!... Pomyślałam: jak ucieknie albo prychnie to się na miejscu rozpłaczę. Nie uciekła, nie prychnęła, dała się mocno przytulić, zaburczała jak traktor. Ten lęk jednak pozostał mi do dziś - za każdym razem, gdy wracam do domu, najpierw szukam kota, a w oczach kota szukam wybaczenia :) Bo na odległość dla kota nic zrobić nie można!

Dziś dostałam moje pierwsze blogowe wyróżnienie! Otrzymałam je od alexls, która na swoim blogu DESTINATION ART dzieli się swoją pasją tworzenia rzeczy pięknych. Jest mi niezmiernie miło otrzymać od Ciebie to wyróżnienie. W życiu bym się tego nie spodziewała, bo na blogu stawiam pierwsze kroczki, więc tym bardziej serdecznie dziękuję!



Dowiedziałam się również, że wyróżnienie mogę przesłać dalej. Pisząc dzisiejszego posta, nie mogłabym przekazać go nikomu innemu, jak Elisse. Elisse, miałam okazję poczytać Twojego bloga i chylę przed Tobą czoła za troskę, jaką otaczasz ten cały Twój domowy zwierzyniec, z Adamkiem na czele. A żeby to jeszcze była jedyna Twoja zaleta!... :)
Serdeczne pozdrowienia dla odwiedzających - M.

Komentarze

  1. Gratuluje wyróznienia:)
    W moim zyciu zawsze były obecne koty, teraz mam 2 osobiste;) dlatego potrafie zrozumiec Twój post, wiem jakie sa koty i jak sie za nimi teskni.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeslodki Twoj kociak! I masz racje, dla zwierzakow nic niestety na odleglosc zrobic nie mozemy :( Albo jestesmy z nimi, albo nie... Piekny post :)

    Pozdrawiam serdecznie!
    I oczywiscie gratuluje wyroznienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosia i Bea, dziękuję serdecznie za komentarze! I ja odezwałam się już do Was - u Was :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie