Blondyn po przejściach
Będę szczera - pierwsze, co mnie w nim ujęło, to nogi.
Stół - z USA, z mało pięknego miasta Bellevue. Z kanadyjskich brzóz.
W Stanach stanął w dwóch domach - w domu pod strzelistą jodłą, a wcześnej w Domu pod Tłustym Pająkiem. Jesienią 2017 roku przejechał w kontenerze USA na wskroś, przepłynął do Anglii, dotarł do centrum Londynu, prosto do naszego drugiego londyńskiego lokum, kuriozalnego, chudego i wysokiego, bo czteropiętrowego domu. I podczas gdy ja po roku przenosiłam się do mieszkania po drugiej stronie parku, wejrzałam czule na stabilnego, kanadyjskiego bruneta z amerykańskim paszportem, i, zadawszy sobie w duchu pytanie, czy mu aby tej emigracyjnej tułaczki nie starczy, postanowiłam, że się zabierze z jednymi panami do Polski. Poleżał w garażu. Nabrał mocy urzędowej. Nabrał mocy życiowej jako takiej. Zmienił image! I wrócił na salony.
Niepozorny, a jak się zaweźmie wykarmi 12 osób. Częściowo dzięki Marinie z Bułgarii, która, sprzedając mi stół, dorzuciła dodatkową dostawkę ("I'm from a country of less so I always believe in more").
Blondyn po przejściach - niejedno widział, niejedno słyszał, dużo udźwignie, twardo stoi na ziemi.
Ideał.
Rzeczywiście nogi ma bardzo zgrabne ten pan, a na dodatek ten staroświecki urok, który mnie od dawna pociąga... No i zawsze miałam słabość do blondynów. Oj, się rozmarzyłam;))
OdpowiedzUsuń:))) Uściski, Kochana!
OdpowiedzUsuń