Ciekawe jak tężeją człowiekowi rysy twarzy. Uśmiech zastyga jak mucha w bursztynie. Znika zegar z drzwiami, torebka z telefonem. Znika inny możliwy ciąg zdarzeń, może jakiś żart w drodze powrotnej do auta, może luźna kłótnia, kto wie, na pewno rozmowa z mamą znika, ta, w której wszystko było OK. Przewińmy ten film, niech doktor Maggie zniknie jeszcze za drzwiami, z kartką z rysunkiem serca. Na parę chwil, co jej szkodzi. Pogapimy się jeszcze trochę na zegar, podenerwujemy, że dzwoniliśmy właśnie odwołać wizytę u pediatry, miałoby się z głowy za jednym zamachem. A tu już i tak za chwilę przyjdą i powiedzą, że ten szmer w sercu Thomasa to nic takiego, przejdzie jak ręką odjął za rok, dwa, cztery. Zrobiło się EKG, echo serca się zrobiło, można by iść. A to trwa i trwa. Takie echo serca, nie planował dziś człowiek. I weź tu teraz leż z dzieckiem na tej kozetce prawie pół godziny, zajmuj czymś dziecko, żeby nie próbowało ciumkać głowicy USG. Pośmialiśmy się chociaż trochę ...
Przy czwarteczku, przy czwartuniu, bez czegokolwiek mądrego (czy choćby głupiomądrego) do powiedzenia - zawiadamiam kosmos i okolice, że cieszę się rzeczonym czwartkiem, cieszę się prospektem, że przyjdzie piątek, chłodnym piwem się cieszę i ciepłym domem, synami, że są, przeszłością, że przeszła, swoją głową, że ciągle mnie bawi.
To był beżowy, rozpinany sweter w pąsowe róże. Właścicielka swetra, śliczna, delikatna, niebieskooka naturalna blondynka, pewna siebie, nieodmiennie zadbana i odprasowana, z paznokciami, pierścionkiem zaręczynowym i dyskretnym makijażem, studiowała na moim roku, w równoległej grupie. Usadowiona na ławce przed aulą jadłam kanapkę, a oddając się tej miłej czynności gastronomicznej dumałam nad urodą pąsowego swetra, własną (podówczas) niechęcią do żelazka oraz wstawania wcześniej niż 40 minut przed odjazdem autobusu wiodącego mnie na dworzec. Nie polubiłybyśmy się, zadecydowałam. Miało być inaczej. Jak film migają mi przed oczami chwile... Naszych pierwszych rozmów nie pamiętam. Pamiętam już za to jej kilkudniowe wesele. Wspólne wyjazdy paczką wspólnych znajomych. Sylwester "Lata 80-te", siedzimy na schodach w przerwie między tańcami, ona z włosami w palemkę, ja w bijących po oczach turkusach. Urodzinowe Dracool Party z mym świeżo poznanym przyszłym małżonkiem, on w roli Dracool...
To że jesteście cudni to wiadomo...ale te balony za wami to???
OdpowiedzUsuń