Ciekawe jak tężeją człowiekowi rysy twarzy. Uśmiech zastyga jak mucha w bursztynie. Znika zegar z drzwiami, torebka z telefonem. Znika inny możliwy ciąg zdarzeń, może jakiś żart w drodze powrotnej do auta, może luźna kłótnia, kto wie, na pewno rozmowa z mamą znika, ta, w której wszystko było OK. Przewińmy ten film, niech doktor Maggie zniknie jeszcze za drzwiami, z kartką z rysunkiem serca. Na parę chwil, co jej szkodzi. Pogapimy się jeszcze trochę na zegar, podenerwujemy, że dzwoniliśmy właśnie odwołać wizytę u pediatry, miałoby się z głowy za jednym zamachem. A tu już i tak za chwilę przyjdą i powiedzą, że ten szmer w sercu Thomasa to nic takiego, przejdzie jak ręką odjął za rok, dwa, cztery. Zrobiło się EKG, echo serca się zrobiło, można by iść. A to trwa i trwa. Takie echo serca, nie planował dziś człowiek. I weź tu teraz leż z dzieckiem na tej kozetce prawie pół godziny, zajmuj czymś dziecko, żeby nie próbowało ciumkać głowicy USG. Pośmialiśmy się chociaż trochę ...
Przy czwarteczku, przy czwartuniu, bez czegokolwiek mądrego (czy choćby głupiomądrego) do powiedzenia - zawiadamiam kosmos i okolice, że cieszę się rzeczonym czwartkiem, cieszę się prospektem, że przyjdzie piątek, chłodnym piwem się cieszę i ciepłym domem, synami, że są, przeszłością, że przeszła, swoją głową, że ciągle mnie bawi.
Przepraszam za spóźnienie. Za nie-pisanie, za nie-obecność - przepraszam. W przypływie przepływu myśli przez palce, na fali wzruszenia możnością pisania (o czym później) - piszę. W najzwyklejszą niedzielną noc, w raptownym lutym - w czasie kradzionym, czyli jedynym, jaki jest - jestem. Rety, jak się cieszę!
To że jesteście cudni to wiadomo...ale te balony za wami to???
OdpowiedzUsuń