Dzień Matki


Tak naprawdę się nie znałyśmy - przez rok, odprowadzając dzieci do szkoły, wymieniałyśmy tylko drobne uprzejmości. Któregoś wrześniowego popołudnia usłyszałam, że jej partner jest w ciężkim stanie w szpitalu, więc kolejnego poranka zaproponowałam pomoc - dałam numer telefonu, obiecała, że zadzwoni, jeśli będzie czegoś potrzebować, choćby tego, żebym odebrała jej córkę ze szkoły.

Przez kolejne tygodnie, kiedy się widziałyśmy, chodziłyśmy na szybką kawę, porozmawiać, pobyć. Potem ona, z siatką, jechała do szpitala, a ja z małym Thomasem - do domu.

Tak przyszedł październik. Któregoś poranka spytałam, czy jedzie do szpitala, a ona powiedziała, że dziś nie,

że dziś jest pierwsza rocznica śmierci jej syna, i że jedzie się pomodlić do cerkwi.

Jak stałam, z małym Thomasem w wózku, nie wiedząc, gdzie cerkiew, wsiadłam z nią do autobusu. Jechałyśmy długo, stojąc, Thomas chyba zasnął, a ona opowiadała. Miał dwadzieścia lat. Odszedł w trudnych okolicznościach. Przez miesiąc zdawało jej się, że dzwoni do drzwi. W dniu pogrzebu poczuła jego zapach.

W tej historii jest wiele momentów, które chwytają mnie za gardło. Jednej nocy kładłam dzieci do łóżek, smarowałam suche łapki jej córki kremem, i usłyszałam, że dziś Vlada urodziny, i że śpiewały mu z mamą sto lat.

Pewnej soboty zbudził mnie nad ranem domofon - dzieci wciąż spały, przeszłam przez mieszkanie, podniosłam słuchawkę, nikogo nie było. Kładłam się z powrotem do łóżka, stale balansując na granicy snu, gdy przyszło mi do głowy, z niezbitą pewnością, że to rocznica śmierci Vlada, i że muszę do niej zaraz zadzwonić. I tak, to rocznica, i pójdzie się dziś modlić do cerkwi, i nie, nikt z nią nie idzie, ja pójdę.

Nie te momenty jednak podchodzą mi krzykiem do gardła. To ten, kiedy mi powiedziała, że od dnia, gdy go znaleziono, nosi stale w torebce jego pomarańczowy telefon.

...

Dziś piękny dzień dla mam, które mają wszystkie swoje dzieci. Trudny dla tych, które nie. Trudny dla kobiet, które mamą chciały zostać lub chcą. Tych, które chciały mieć więcej dzieci niż mają. Tych, które straciły dzieci zanim je powitały.

Piękny wreszcie dla tych wszystkich, którzy mogą do mamy pójść, zadzwonić, przytulić się, mogą pośmiać się z mamą - lub się na nią obrazić, bo znów nas nie tratuje jak kobietę przed czterdziestką. Trudny dla tych, którzy nie, którzy nigdy nie, którzy od dawna lub niedawna - nie.







Komentarze

  1. Popłakałam się .Piękny tekst .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. detale determinują ciągi dalsze i zmieniają życiorysy. wybierają nam przyjaźnie i nienawiści. dobrze je zauważać. ładnie opowiedziane, chociaż wolałbym, żeby było zmyślone. a boję się, że to niestety ze wspomnień zostało napisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oko-witam!

      Tak, niestety ze wspomnień - co więcej, ta historia ma jeszcze wiele smutnych meandrów.

      Usuń
    2. trudne życiorysy są łatwe do opowiadania - i odwrotnie. szczęście najczęściej jest takie banalne, że nie wiadomo o czym pisać/mówić. niech Ci się trafi nudny życiorys.

      Usuń
    3. Trafił się taki pośrodku, ale wiesz, to jest naprawdę ładne życzenie dla nowonarodzonego dziecka - przpomniało mi Szymborskie "niech będzie czasem szczęśliwe".

      Usuń
    4. skoro znalazłaś zastosowanie, to korzystaj. póki są uszy chętne słuchać.

      Usuń
  3. Gdy tak piszesz a łzy spływają mi po policzkach czuję się taka maluczka...a Ty tak pięknie piszesz, jak zawsze, jak wtedy....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie